Pierwszy lot Kubusia – baśń polska

Pierwszy lot Kubusia – baśń polska

Słońce w Czarnorzekach już dawno zaszło i wilgotny mrok otulił las, gdy mały nietoperz Kubuś wyruszył na pierwszy w swym życiu lot.

– Nie oddalaj się za daleko – ostrzegała go mama. I pamiętaj: wysyłaj sygnały, tak jak cię uczyłam. Ziemia, drzewa i skały odpowiedzą ci. Dzięki temu nie rozbijesz sobie nosa w ciemności. Kubuś z niecierpliwością machnął skrzydełkami.

– Oj, ta mama! Nic tylko:  uważaj i uważaj! A to przecież mój pierwszy prawdziwy lot! Zaraz wzbiję się w górę, a potem śmignę w dół, aż wiatr zaszumi mi w uszach. Nich no tylko to paskudne, kosmate stworzenie przestanie mnie łaskotać. Uciekaj stąd, słyszysz ! Zmykaj, bo jak cię złapię …

Mała szarobura ćma najwyraźniej bawiła się doskonale i ani myślała przestać.

– Myślisz, że cię nie dogonię? – pisnął Kubuś i popędził za nocnym motylem. Już miał go dopaść, gdy nieoczekiwanie wyrósł mu przed nosem potężny buk. Łup! – to nie było przyjemne … Co ja to miałem? Acha, uważać ! – przypomniał sobie mały nietoperz, rozcierając potłuczoną łepetynę.

Nagle zeschłe liście, które uchroniły go od bolesnego spotkania z ziemią, poruszyły się gwałtownie i wyjrzała spod nich fukająca gniewnie kolczasta kula.

– Ratunku ! – wrzasnął Kubuś i rzucił się do ucieczki. Pędził na oślep, ile sił w skrzydełkach i dopiero zderzenie z kolejnym pniem sprowadziło go na ziemię. Miał już teraz dwa guzy na czole i kompletny mętlik w głowie. – Mamo ! – zawołał płaczliwie, lecz odpowiedział mu cisza. Gdzieś z daleka dobiegło złowrogie pohukiwanie puszczyka. Biedny maluch skulił się ze strachu. Jeszcze nigdy nie czuł się tak zagubiony i samotny.

Zaczynało już szarzeć, gdy w dziupli powyżej dał się słyszeć jakiś ruch. To dzięcioł, wyspany i radosny, rozpoczął dzień. – Proszę pana ! Proszę pana !! – zawołał Kubuś. – Nie widział pan przypadkiem mojej mamy ? Ptak spojrzał w dół i aż dziób rozdziawił ze zdumienia. Pierwszy raz w życiu widział takie stworzenie. – Skrzydła niby na swoim miejscu – kręcił głową – ale zamiast dzioba pyszczek, a zamiast piór futerko … No i te uszy … Nie, to na pewno nie ptak … Sąsiadko! Sąsiadko! Spójrz no na tego cudaka. Nie wiesz przypadkiem, co to za jeden?

Wiewiórka Kitka popatrzyła na małego nietoperza i skrzywiła się z niesmakiem. – Wygląda jak przerośnięta mysz. Ale te skrzydła … Nigdy nie widziałam latającej myszy.

Biedny Kubuś. Nie dość, że był głodny i zmarznięty, to jeszcze nie wiedział, kim tak naprawdę jest.

Słońce wznosiło się coraz wyżej i mały nietoperz poczuł gwałtowną potrzebę schronienia się w jakimś ciemnym kątku. Gdy poczuł chłód jamy, której wejście osłonięte było korzeniami rosnącego nad nią drzewa, z ulgą wpełzł się do środka i – zwyczajem nietoperzy – zawisł głową w dół. Zmęczony przeżyciami nocy natychmiast usnął. Zbudziły go podejrzane pomruki. To niedźwiedzia rodzina wróciła do domu. Dwa małe misie, piszcząc i śpiąc, turlały się po posłaniu z mchu i gałęzi, a ich mama z niepokojem węszyła, szukając źródła obcego zapachu w swej kryjówce.

Kuba skulił się, tak że prawie nie było go widać. Pierwszy raz w życiu wyraźnie słyszał uderzenia własnego serca. Na szczęście niedźwiedzica, porzucając na chwilę przeszukiwanie jamy, zajęła się zapędzaniem swych maluchów do spania. „Teraz albo nigdy!” – pomyślał Kubuś i jak strzała wyleciał na zewnątrz.

W lesie było już ciemno. – Panie dzięciole! – zawołał. – Pani wiewiórko! Cisza. Czyżby poszli spać? Przecież noc dopiero się zaznaczyła… Mały nietoperz rozejrzał się dookoła. Miał uczucie, że jest obserwowany. Faktycznie Para wielkich zielonych oczu przyglądała mu się badawczo. – Skąd się tu wziąłeś? – spytała puchata sowa, siedząca na gałęzi tuż nad jego głową. – Szukam mamy – wyjąkał Kubuś. –Czy…czy pani wie może kim jestem? – Oczywiście, że wiem – uśmiechnęła się pobłażliwie. – Jesteś małym nietoperzem. Twoja mama szukała cię wczoraj przez całą noc. – Naprawdę? – zawołał Kubuś, a jego serce mocniej zabiło mu z radości. – Jeśli się nie mylę – rzekła sowa, nadstawiając uszu – to za chwilę ją zobaczysz.

Teraz i Kubuś rozpoznał znajome sygnały. – Mamo! Mamusiu! Tu jestem! – krzyczał ile sił. _ Synku, kochanie moje! – płakała z radości mama. – Tak się o ciebie bałam… Nic ci się nie stało? – Nic takiego. Nabiłem sobie dwa guzy i najadłem się strachu, ale za to dowiedziałem się wielu ważnych rzeczy. – Jakich, Kubusiu? – Po pierwsze, że jestem nietoperzem. Po drugie, że nie wszyscy śpią w dzień, a po trzecie i najważniejsze, że bardzo, ale to bardzo cię kocham, mamusiu.

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *